Inżynieria po godzinach

Przeżyj to ze swoim dzieckiem

16.05.2016 r. | Inżynieria po godzinach

Pamiętacie czasy, kiedy na wyjazd wystarczył plecak i gitara? Coś do czytania w pociągu (albo i nie, bo stopem można więcej ludzi poznać), słuchawki do walkmana (!), tona śpiewników, szczoteczka do zębów (na pewno ktoś weźmie resztę!) i kilka rzeczy do ubrania, bo przecież „przepierka na bieżąco”.

No cóż, jeśli w Twoim życiu pojawiło się DZIECKO, zapomnij o tym. Ale nie zapomnij, jak pachnie przygoda.

 

Może będzie zapakowana w setki kosmetyczek z milionem zapobiegliwości, ale przygoda, którą przeżywasz z człowiekiem, któremu sam dałeś życie - przebija wszystko. A i Tobie się przypomni, jak mocno można się zachwycić codziennością.

Najpierw informacje, potem pieniądze.

Po raz pierwszy w życiu (czyli stosunkowo późno, bo bliżej mi do 30.) wykupiłam wczasy. Takie wypasione, „all-inclusive”. Ja, mąż i prawie 10. miesięczne niemowlę. Po zabukowaniu terminu nadszedł czas ostatecznej decyzji i… koniecznych opłat. Mimo, że już czułam „motylki” w brzuchu z radości, to postanowiliśmy się dopytać o kilka spraw związanych z wyjazdem z dzieckiem. I to była dobra decyzja. Tak więc, zanim kupisz jakikolwiek bilet:

  • Dopytaj, ile dziecko może mieć swojego bagażu – na pokładzie i w luku bagażowym. Co istotne, zazwyczaj na pokład można wziąć tyle płynów, ile jest konieczne dla małego pasażera. My mieliśmy półlitrowy termos z wodą, słoiczek z jedzeniem 190 g i sok 200 ml – nie było żadnego problemu z przejściem przez kontrolę. Ważne, żeby wszystko było fabrycznie zapakowane, nieotwierane przez nas wcześniej. 
  • Czy podczas transferu z lotniska (jeśli taki jest), zapewnione będą konieczne zabezpieczenia, np. fotelik. U nas to wyglądało tak, że przez całą drogę (ok. 2 h) syn siedział w autokarze u nas na kolanach – podobno powszechna praktyka ;-). Aż mi skora cierpnie, ale przeżyliśmy i takich jak my było więcej.
  • Oczywiście dopytaj o ubezpieczenie, co obejmuje i w jakim zakresie. Jeśli wyda Ci się to mało, to nie marudź pod nosem, tylko dokup dodatkowe ubezpieczenie lub zmień biuro. Nigdy nie wiesz co się stanie.
  • Wyrób karty EKUZ dla wszystkich wyjeżdżających. Ta karta potwierdza Twoje prawo do korzystania na koszt NFZ z niezbędnych świadczeń. Nic nie kosztuje, wypełniasz krótki wniosek i składasz go w oddziale NFZ. Karty dostajesz od ręki, są ważne przez 6 miesięcy. Ale pamiętaj - EKUZ nie zastępuje ubezpieczenia!
  • Zakładam, że w momencie kupowania biletów, masz już wyrobiony dokument tożsamości dziecka. Jeśli jednak nie – to leć do urzędu złożyć wniosek! Przed wakacjami zdążysz na pewno z uzyskaniem dowodu osobistego (wystarczy jeden rodzic) lub paszportu (dwoje rodziców, dodatkowo jeśli dziecko ukończyło 5 lat, to wymagana jest również jego obecność).
  • Dopytaj o warunki w hotelu. Na nas już czekało łóżeczko turystyczne, ładnie zaścielone i kuszące. Nasz syn jest przyzwyczajony do jeżdżenia i spania w różnych miejscach, ale i tak był otulany swoim kocykiem, a dopiero potem tym ślicznym hotelowym. I spał sobie jak dzidziuś ;-)
  • Dobrze przemyśl godziny odlotów i przylotów – zorganizuj sobie miejsce, jeśli wylatujesz z innego miasta. My wylatywaliśmy o 6:00 z Katowic. Postanowiliśmy dojechać na lotnisko swoim samochodem, więc żeby być na 4:00 musieliśmy o północy wyruszyć z domu. Brzmi morderczo, ale to była dla nas świetna decyzja. Co prawda tłumik nam odpadł zaraz przed zaparkowaniem, ale malutki spał całą drogę, odprawę i jeszcze trochę w samolocie.
  • Odwiedź swojego lekarza z dzieckiem. Tak kontrolnie, żeby obejrzał czy z dzieckiem wszystko OK, a poza tym żeby Ci przepisał konieczne lekarstwa (zamiast googlować posłuchaj zaufanego specjalisty). O tym, co zabrać, poczytasz niżej ;-)

I… w drogę!

Wszędzie jeździmy z synem, więc kilkugodzinnej podróży samochodem się nie obawialiśmy. Jednak lot – to inna liga podróżowania. Nie wiedzieliśmy nic, co, kiedy i jak. I wiecie co? Podróż samolotem jest z dzieckiem łatwiejsza niż samemu!

  • Dopytaj kiedy oddajesz wózek. Zazwyczaj idziesz sobie z nim elegancko aż pod schody do samolotu. Tam go składasz i oddajesz obsłudze, a dziecko niesiesz na rękach tylko przez te właśnie schody.
  • Omijaj wszystkie kolejki. To jest cudowne ;-) Zazwyczaj pasażerowie z małymi dziećmi mają priorytetową obsługę, tak jak i kobiety w ciąży, czy osoby niepełnosprawne.
  • Nasłuchaliśmy się mrożących krew w żyłach historii o histerii dzieci podczas startu/lądowania. Mąż wyczytał w skarbnicy, żeby podczas tych newralgicznych momentów dziecko przełykało – czyli coś piło lub po prostu miało smoczek w buźce. Nasz syn co prawda z byle czego nie płacze, więc może to przez to, ale może to mądre rady zadziałały – nie mieliśmy żadnych problemów, Nikoś dobrze zniósł zarówno oba starty jak i dwa lądowania.
  • W samolocie dziecko siedzi na kolanach rodzica. Dostajesz drugi pas dla dziecka. Oczywiście nie wiedzieliśmy jak go użyć, ale załoga samolotu każdemu pomaga i potem kontroluje zapięcie. Dostaniesz również zestaw ratunkowy dla swojego malucha.
  • Kontrola. Zawsze drżę przed tym momentem sama, jednak z dzieckiem było mi łatwiej. Może nabrałam hardości, a może tak naprawdę było, ale załoga wydawała mi się milsza. Do skrzyneczki wkładasz standardowo wszystkie zegarki, telefony, itd., oprócz tego musisz wyciągnąć wszystkie płyny, jakie masz dla małego. Przechodzisz przez bramkę sam, jeśli nie ma problemów, wracasz, bierzesz dziecko i z nim ponownie przez bramkę. Wózek składasz i on również ląduje na taśmie do skanowania. Z drugiej strony go odbierasz i po wszystkim. W Grecji wzięto mnie w tym momencie na bok w celu dodatkowej kontroli. Trochę zbladłam, ale nie było źle. Pani po angielsku wypytała mnie o kilka rzeczy, m.in. mój wiek, czym się zajmuję, wiek dziecka. Musiałam wyciągnąć wszystkie rzeczy z torby dziecka i jej mówić, gdzie mleko, gdzie soczek, itp. Zapisała sobie wszystko i na tym się skończyło.
  • Nawet jeśli dziecko ma w nosie zabawki (jak nasz syn), to weź dziecku coś na czas lotu/podróży. Mąż spakował jakieś lekkie rzeczy i bardzo się przydały. Żałowałam też, że nie zgrałam na telefon jakiegoś dziecięcego filmiku, Nikoś np. bardzo lubi oglądać barana, to moja ostatnia deska ratunku i przydałaby nam się kilka razy ;-)

Byle zdrowie było…

Jak jeździliśmy sami, to zawsze obowiązkowo miałam plastry i coś przeciwbólowego. Inne rzeczy nawet mi do głowy nie przyszły. Jednak z dzieckiem robi się niezła lista, bo jak coś się stanie? Zajrzyj do lekarza przed wyjazdem, on Ci doradzi najlepiej. Co my mieliśmy:

  • lek na biegunkę (przepisany przez pediatrę)
  • probiotyk (np. Dicoflor, syn za radą lekarza zażywał go przez cały pobyt)
  • wapno/Claritine/Fenistil w kroplach (w razie jakiejś alergii, ukąszenia)
  • lek przeciwgorączkowy/przeciwbólowy
  • środek odstraszający owady i łagodzący w razie ukąszenia
  • Panthenol – w razie oparzeń słonecznych
  • krem z filtrem spf50+ - dla dzieci koniecznie wysoka ochrona!
  • woda morska do noska + gruszka/aspirator
  • chusteczki nasączone spirytusem do odkażania i dezynfekcji (np. Trbactic)/Octenisept
  • kropelki na katar – okazały się konieczne
  • standardowo – wit. D, krem do pupci, plastry.

Niby niekonieczne, ale jakie przydatne!

Jest mnóstwo gadżetów dla dzieci. Niby z nich nie korzystam, ale jak spojrzałam do torby, którą pakujemy zawsze synowi, to jednak coś tam mam. Bez czego nie wyobrażam sobie naszego „ruchomego” trybu życia z dzieckiem, w tym wczasów?

  • Miś Szumiś. Jest chyba z milion recenzji w Internecie, nie trzeba nic dodawać. Choć do nas trafił na próbę od Karoliny, to tak go polubiliśmy, że już do niej nie wrócił ;-)
  • Dozownik na porcje mleka. Wspaniała sprawa. Nasz Jaskółek często zostaje w różnych rękach pod opieką. Dzięki dozownikowi nie ma potrzeby zamęczania nikogo zapamiętywaniem wielkości porcji, jest odmierzone, wystarczy dodać do wody – gotowe! Mleko mogę również zrobić jedną ręką, np. prowadząc auto, co niestety mi się zdarzyło. Choć swój dostałam, gdyby coś mi się z nim stało, na pewno kupię taki sam.
  • Termos do wody. Co prawda nasz przerobiliśmy trochę z podgrzewacza, ale tak nam jest wygodnie. Co rano przygotowujemy wodę w temp. o kilka stopni wyższej niż wymagana i dzięki temu można mleko przygotować wszędzie, szybko i bez problemu dla otoczenia. Nie wspomnę, jaka to pomoc w nocy, gdy nie musisz biec do kuchni, gotować wody, chuchać, dmuchać, a woda i tak za gorąca, a dzieciaczek płacze głodny… Oczywiście przy termosie trzeba o niego dbać, wymieniać w nim wodę często i często go wyparzać.
  • Podkłady do przewijania. My używamy tych z Rossmanna, są tanie i wytrzymałe, wcale nie jednorazowe, jak głosi nazwa. Ja bym nie chciała suwać gołą pupą po obcych powierzchniach i przed tym samym chronię moje dziecko.

...i wyjazd pełniejszy!

Jest kilka takich rzeczy, których na co dzień nie używamy, a które się niesamowicie przydają podczas takich wypadów

  • Chusta/nosidło. Wiem, że chusty są nieodłącznym przyjacielem niektórych rodzin, u nas się tak złożyło, że jakoś nie mamy tej potrzeby. Ale doceniamy bardzo ich zalety, których lista jest długa. Polecam mieć ten sprzęt, nawet jeśli używany sporadycznie. Jedyna co odstrasza, to ceny. Jednak Internety kipią od ogłoszeń ze sprzętem z drugiej reki/w promocyjnej cenie. Rodzice są mistrzami w poszukiwaniu okazji, przecież wiecie ;-)
  • Pieluchy do pływania – na basen i do morza obowiązkowo. Nie uznaję „słodkich golasków” i wolę uniknąć przykrych niespodzianek.
  • Namiot plażowy. Wspaniały wynalazek! Lekki, składa się do śmiesznych rozmiarów, a osłania i chroni. Łatwo upolować promocję na dobrej klasy namiot.
  • Dmuchane kółko z majtusiami do pływania. Oczywiście, ze niekonieczne, to już jest kaprys, ale Nikoś jest zachwycony jak sobie „pływa”.

O mnie się nie martw!

Mieliśmy jeszcze kilka niejasnych tematów, np.

  • Co będzie (oczywiście oprócz mleka) jadł nasz bobas? Wzięliśmy kilka słoiczków, ale wszystkie wróciły z nami. Z oferty posiłków oferowanych przez hotel spokojnie wybieraliśmy te, które jadł z nami Nikoś.
  • Jak będziemy go myć? Bo przecież wanienki nie weźmiemy… Oczywiście są turystyczne, ale uważam to za zbędny wydatek. Najpierw mąż brał Nikosia z sobą pod prysznic – niewypał. Mieszkamy w starym domu i nie mamy jako takiego prysznica, Nikodem nie jest więc przyzwyczajony. Trochę był przestraszony. Podejście nr 2: wyścieliłam brodzik (wyszorowany!) jego pieluszką, na to dałam Nikosia. Strzał w dziesiątkę. Nikoś polubił prysznice, potem sam sobie stawał i mył się jak dorosły ;-) Tzn. on bawił się słuchawką, a my w tym czasie „serwisowaliśmy” jego ciało. Każdy znajdzie swój sposób.
  • Ile wziąć pieluch? O ile nie jedziesz do dżungli to ta sprawa w ogóle nie jest problemem, w większości miejsc ludzie mają małe dzieci – o dziwo! – zmieniają im pieluszki. W razie czego dokupisz w sklepie. My wzięliśmy ok. 50 sztuk na 8 dni, kilka jeszcze zostało, ale nie szczędziliśmy na przebieraniu.

 

No a reszta – jak na co dzień, i u nas grzeje słońce, i u nas jest woda i komarzyska.

Nie wariujmy i nie ograniczajmy sobie życia, bo mamy małe dziecko. To ono właśnie pomaga odkopać obszary zachwytów i radości, o których zupełnie zapomnieliśmy i poznać zupełnie nam jeszcze nieznane. I to jest super!

 

Dodaj komentarz:

* Autor:
* Treść:

Komentarze:

Dzięki @Mamma za radę nt. kąpania - na pewno wypróbujemy i może więcej osób skorzysta! Co do brodzików - projektuję systemy sanitarne, zdaję sobie sprawę z zagrożeń higienicznych ;-) Co do Dicofloru - on akurat nie wymaga przechowywania w lodówce, wystarczy temp. poniżej 25 st., jest również w saszetkach , ale oczywiście każdy Rodzic wybiera sam, co jest dla jego dziecka najlepsze, to był tylko przykład co my mieliśmy. A co do jedzenia, to ciasteczka/kanapki to jasne, chodziło mi o zapasowe np. słoiczki, dzięki za uszczegółowienie :-) Pozdrawiam ciepło!

23.05.2016 r. inzynieriajestkobieta

Co do jedzenia dla dzieci, możesz spokojnie brać "nie tylko fabrycznie pakowane przekąski":) Mogą to być domowe ciasteczka, owoce, kanapki, a do picia normalnie sok w bidonie czy w niekapku. Tylko wszystko trzeba wyjąć na taśmę do oddzielnego pojemnika. Ciekawa jestem jak przewoziłaś Dicoflor skoro ma być w lodówce. Jest mnóstwo probiotyków w saszetkach do rozpuszczania w wodzie, które można zabrać ze sobą w podróż. I na koniec kąpiel. Nie odważyłabym się wykąpać dziecka w łazienkowym brodziku hotelowym. Nawet jak wyszorujesz, pamiętaj, że setki ludzi korzystały z niego wcześniej i nigdy nie wiesz kto, co w nim robił i jakie miał schorzenia skórne. Mam dla Ciebie podpowiedź-mama sieda pod prysznicem, nogi ugięte, tata kładzie mamie na nogach malca i polewa wodą. Dziecko przeszczęśliwe mając z mamą kontakt skóra do skóry. Przy kolejnych wyjazdach będzie tylko łatwiej. Powodzenia:)

21.05.2016 r. Mamma

Dziękuję za ten wpis! My za niecały miesiąc wyjeżdzamy do Bułgarii, córcia będzie miała wtedy 8 miesięcy a ja powoli panikuje :D

19.05.2016 r. Aga

Ale z gitary i śpiewaków nie rezygnuj :)

16.05.2016 r. Anina

dzieki, wlasnie zaczelam szukac co mam wziac na wyjazd, na pewno skorzystam. pozdrawiam!

16.05.2016 r. Alinaa

© 2017 Inżynieria sanitarna, gospodarka wodna - Michalina Kotowicz-Manko.
Kopiowanie materiałów zabronione.